Za co tak naprawdę pracodawca nam płaci, czyli o dysproporcjach pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością na początku kariery zawodowej

Rozczarowanie wynagrodzeniem w pierwszej, drugiej, a czasami nawet trzeciej pracy przeżywał chyba każdy z nas. Jak to wygląda z perspektywy przedsiębiorcy dającego pracę? Dlaczego nie może nam zapłacić tyle ile oczekujemy?  

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: kończymy szkołę średnią z wyróżnieniem, następnie rozpoczynamy studia na jednej z czołowych uczelni technicznych w kraju, na chwytliwym, technicznym, wykwitającym z przemysłu kierunku, np.: Mechanice i Budowie Maszyn. Studia kończymy z oceną bardzo dobrą, bo cały czas myślimy, że po „drugiej stronie tęczy” czeka mistyczny garnek wypełniony złotem. Prawda jest najczęściej zgoła inna. Składamy CV do „n” przedsiębiorstw, idziemy na „x” rozmów kwalifikacyjnych. Nareszcie, sukces! Udało się! Zostaliśmy zatrudnieni przez jednego z większych przemysłowych potentatów w regionie. Pierwszego dnia w pracy uświadamiamy sobie jednak, że jesteśmy najniżej położonym ogniwem tego układu pokarmowego, czyli tzw. przynieś, podaj, pozamiataj z najniższą możliwą płacą w oparciu w umowę o pracę, z bardzo odległą perspektywą awansu, a tym samym podwyżką płacy.

W tym miejscu zmieńmy trochę spojrzenie na sytuację i stańmy po stronie pracodawcy, który owego „wybitnego absolwenta” zatrudnił. Jak to wyglądało z jego perspektywy? Przyszedł na rozmowę 25 – letni człowiek z mgr inż. przed nazwiskiem, z brakiem przepracowanego chociaż jednego dnia na podobnym stanowisku w przemyśle, widzący zakłady podobnego do tego w którym go zatrudniono co najwyżej na YouTube czy Discovery Channel, nie mający w CV nic poza miesięczną praktyką studencką, odbytą w dodatku w uczelnianym laboratorium, 0 działalności studenckiej, 0 wystąpień na konferencjach. Z przedłożonych na potrzeby rekrutacji dokumentów wynika, iż przez ostatnie 5 lat jedynym zajęciem były studia – odbębnić zajęcia, napisać kolokwia i egzaminy, zdać sesję i tyle. Zero jakichkolwiek inicjatyw dążących do samodoskonalenia.

Jak więc ta bańka mydlana, mająca być wymarzoną i dobrze płatną pracą ma nie pęknąć? Otóż przy przedstawionym wyżej stanie rzeczy nie ma możliwości, żeby tak się nie stało. Zastanówmy się, ile pieniędzy dla pracodawcy jest warta praca przedstawionego wyżej absolwenta. Mówiąc wprost, patrząc na dossier nie może to być więcej niż minimum, gdyż ten człowiek nie potrafi nic poza teorią, której nauczył się na studiach. Smutne, ale niestety prawdziwe. Najczęściej przyjmuje się, aby pracownik był rentowny. Powinien dla pracodawcy wypracować co najmniej tyle, ile wynosi jego wynagrodzenie, a w przypadku opisanym powyżej jest to po prostu niemożliwe. Niemniej jednak prawo w Polsce nakłada na pracodawców obowiązek tzw. płacy minimalnej. Należy zauważyć, że w czasach młodości naszych rodziców sytuacja była całkowicie inna. Kraj był świeżo po przemianach ustrojowych, a rynek pracy nie był nasycony społeczeństwem z wyższym wykształceniem w przeciwieństwie do sytuacji, która ma miejsce dzisiaj, gdzie magistrów produkuje się niemal hurtem.

Należy zauważyć, iż powiedzenia „ucz się ucz – nauka to do potęgi klucz” oraz” dobre wykształcenie daje dobrze płatną i satysfakcjonującą pracę” to zdecydowanie przeszłość. W tym miejscu, można by przytoczyć słowa topowej piosenki Maryli Rodowicz „(…) Ale to już było, i nie wróci więcej (…)”.

Czy istnieje panaceum na uniknięcie rozczarowania pierwszą pracą po studiach? Zdecydowanie tak! Co należy robić? Przede wszystkim nie traktować studiów jak czegoś, co trzeba odbębnić, a ocen w indeksie niczym biletu do raju. Może za to podejmować podczas studiów dodatkowe inicjatywy: działać w kołach naukowych, samorządzie studentów, prowadzić nawet najprostsze badania naukowe, a w wakacje nie oglądać filmików na YouTube tylko zdobywać doświadczenie nawet na najniższych stanowiskach, ale w przemyśle, a nie sprzedając lody we Władysławowie czy ładując piach i cement do betoniarki na budowie u sąsiada. Tylko to może zamortyzować rozczarowanie pomiędzy oczekiwaniami, a rzeczywistością w pierwszej pracy.

Category: InnePrzemyślenia

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *