Historia pewnej firmy… DTworkspace.

Każda firma ma jakiś początek i niezależnie od tego jaki on był może być dla nas pomocny przy startowaniu ze swoim biznesem. W tym artykule postaram się jak najlepiej przedstawić historię DTworkspace., tak, by była ona pomocna również i dla Ciebie, drogi czytelniku.

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce…

Kiedy pierwszy raz pomyślałem o własnej firmie wydawało mi się to perspektywą równie odległą, co rzeczona już galaktyka z filmów George’a Lucasa. Razem z kolegą chcieliśmy założyć budkę z własnej roboty hamburgerami, mieliśmy po 18 lat i żadnego doświadczenia w biznesie, więc poszliśmy z naszym produktem do naszego znajomego, który miał sieć cukierni, więc wydawało nam się, że w temacie siedział. Szybko sprowadził nas na ziemię, że nikt nie zapłaci 10 zł za burgera. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ 3 lata później wszyscy chodzili na burgery za 10 zł i droższe, ale ja swojej Burger-knajpy nie miałem i dalej szukałem pomysłu na siebie.

Znaleźć swój pomysł.

Przez następne kilka lat próbowałem swoich sił w różnych dziedzinach: gastronomi, mechatronice, projektowaniu, przetwórstwie tworzyw, organizacjach pożytku publicznego i działalności studenckiej, a wszystko po to żeby sprawdzić w czym jestem najlepszy i co chcę w życiu robić. Mając już pewne doświadczenie (od samego początku na studiach starałem się pracować) trafiłem na Design Thinking. Do tej pory widziałem, że właściwie wszystkie przedsiębiorstwa tworzyły swoje rozwiązania tak, jak im się wydawało, nie pytając odbiorców czego potrzebują. Wdrożenie Design Thinking byłoby dla nich zbawieniem – zarówno dla ich finansów jak i konkurencyjności. Od razu pomyślałem, że to jest to co chciałbym w życiu robić. Tylko jak to zrobić?

Początki zawsze są trudne…

Potrzebne nam było bezpieczne środowisko do nauki. Na całe szczęście DT poznałem na mojej uczelni dzięki profesorowi, z którym miałem wykład. Pewnego dnia opowiadał nam o swoim stażu na Stanford University, gdzie poznał bardzo ciekawy sposób w jaki rozwiązuje się problemy w dolinie krzemowej. Po wykładzie podeszliśmy do Pana Profesora, że chcielibyśmy się coś więcej o tym dowiedzieć i czy mógłby nam pomóc. Propozycja była genialna w swojej prostocie: zakładamy koło naukowe i wspólnie uczymy się jak to robić. Miesiącami szukaliśmy materiałów, czytaliśmy i próbowaliśmy sami przeprowadzać procesy. Koło się rozrastało i z czasem doszliśmy do takiego miejsca, w którym mogliśmy pokazać reszcie uczelni, jak świetnym narzędziem jest Design Thinking.

Cele a marzenia.

To był idealny moment, aby zweryfikować swoje cele jako organizacji. Działalność komercyjna wciąż była mrzonką, ale chcieliśmy aby nasze koło było platformą łączącą uczelnię, studentów i biznes, miało być narzędziem do rozwoju osobistego i być najlepszą organizacją tego typu w kraju. Poprzeczka była wysoko ustawiona a cel niemierzalny, ale wtedy jeszcze nic nie wiedzieliśmy na temat zarządzania więc wydawało nam się, że jest ok, najważniejsze było, że wiedzieliśmy co chcemy robić. Dzięki naszemu opiekunowi pozyskaliśmy pierwszych partnerów biznesowych i zrobiliśmy oficjalną inaugurację funkcjonowania koła, na którą zaprosiliśmy wszystkich uczelnianych oficjeli i studentów. Zależało nam, żeby koło funkcjonowało jak mała firma, rozwiązująca problemy zarówno wewnątrz uczelni jak i jej partnerów zewnętrznych.

Praca u podstaw.

Zaczęliśmy powoli budować markę organizując warsztaty Design Thinking oraz zapraszając prelegentów z przemysłu, prezentujących wiedzę, której na politechnice próżno szukać. Współpracowaliśmy rownież z naszymi partnerami. Na przestrzeni 2 lat koło wyrosło na swoisty think tank środowiska studenckiego, analizując i proponując rozwiązania problemów tej społeczności. Na podstawie naszej pracy powstało wiele inicjatyw studenckich jak choćby „Strefa kreatywności”, które to miejsce w założeniu ma integrować społeczność akademicką i pozwolić studentom na rozwijanie ich pasji. Innym razem wspólnie z Samorządem Studenckim przygotowaliśmy wytyczne do regulaminu przyznawania stypendium dla najlepszych studentów – projekt ten opierał się o głębokie poznanie potrzeb i oczekiwań pracodawców a następnie premiowanie tych działań, które wpływają na podnoszenie wartości studenta na rynku pracy. Takich przykładów można wymieniać więcej, jednak w coraz większym stopniu czuliśmy, że forma koła naukowego staje się dla nas za ciasna. Kluczowym momentem dla podjęcia decyzji o założeniu własnej działalności okazała się nominacja do konkursu „Start Na Rynku Pracy” w kategorii „Najlepsza Organizacja Akademicka”. Nagle cel, który był niemierzalny, stał się wyjątkowo realny. Wraz z moimi kolegami uznaliśmy, że jeżeli zdobędziemy tę nagrodę, to pora przekształcić się w firmę. W kwietniu 2017 roku byliśmy już dumnymi posiadaczami tytułu najlepszej organizacji akademickiej…

Czego się nauczyłem.

Dziś wspólnie z Karolem Dobrakowskim i Andrzejem Maruszczykiem wspólnie prowadzimy DTworkspace. Idzie nam to całkiem nieźle i bardzo chwalimy sobie tę zmianę. To czego się nauczyliśmy, to, że warto polegać na swojej intuicji, ale warto swoje przeczucia weryfikować. Doświadczenie prowadzenia koła naukowego pozwoliło nam stworzyć podstawy funkcjonowania naszej firmy, bez których byłoby nam o wiele trudniej. To co mógłbym doradzić każdemu, kto jeszcze studiuje, to żeby wykorzystał w pełni potencjał jaki daje mu uczelnia, bo zajęcia to jedynie niewielki fragment z jej oferty edukacyjnej. Natomiast jeśli etap edukacji masz już za sobą to nie czekaj, weź swój pomysł i zweryfikuj go w realnym świecie, bo rozważania akademickie są dobre na uczelniach a realne wyniki dadzą Ci tylko realne działania.

Category: InnePrzemyślenia

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *